Miesięczne archiwum: Lipiec 2012

Wakacyjny Zagnańsk

Tytuł mówi wiele o trasie tego maratonu, choć okazało się, że trasa ze świetnymi singieltruckami, kilometrów również nie mało podawał organizator bo aż 57  i 690 m przewyższeń (mój Polar pokazał 52 i 600 m przewyższeń). By do końca forma nie znikła na wakacyjny urlop pierwszy raz zabrałem rower. W prawdzie upały po 40-44 stopni skróciły moje trenowanie z 5 treningów do 4 przejazdów. Powrót z wakacji też tuż przed samym maratonem nie nastrajał optymistycznie gdyż jazdy autem było 24 godziny. Na miejscu w Dębicy jeszcze szybkie dopieszczanie roweru, ta tył poszła nowa oponka Rocket Ron ( i tu kolejna niespodzianka opona dziurawa na obwodzie, a to już drugi przypadek w ciągu ostatniego czasu – w prawdzie tylko dwie dziurki co w porównaniu do poprzedniej reklamowanej to o około 15 mniej, ale irytująca sprawa, w dodatku mleczko sikało dziurkami po suficie w piwnicy). Rankiem w niedziele szybkie pakowanie, rowery na bagażniki i z całą czwórką jedziemy na zawody (z mojego Rocket Rona niestety powietrze wolno schodziło, co czasem jest normalne po założeniu nowej opony więc za bardzo nie dobierałem sobie do głowy i stwierdziłem, że przed samym rajdem posprawdzam wszystko raz jeszcze). Na miejscu szybkie rozpakowywanie pod zabytkowymi ruinami, numerki startowe poszły na kierownicę, sprawdzam oponkę i w środku nie czuję mleczka. Na szczęście Paweł miał zapas więc szybko łyżkami odchylam oponę (zero mleczka) dolewamy pól butli opona na rant i próba napełnienia powietrzem, a opona nic nie chce się dać napompować. Jedyna decyzja skorzystać z ostatniego naboju gazowego, z którego w razie co miałem korzystać podczas rajdu.  Nabojem bezproblemowo napełniamy oponę i tu kolejna niespodzianka, podczas zakręcania zaworku drucik z gwintem zostaje mi w palcach. Niestety zapasowego nie mam, na straganach z częściami też nie, ale ratuje mnie jakiś kolega z tłumu i przywozi jeden z  zapasowych (wielkie podziękowania). Można by powiedzieć, że limit pecha wyczerpany więc wraz z Pawłem, Kubą i moim synem się udajemy. Z daleka widać, że dystans giga pojechał więc ustawiliśmy się w sektorze z Pawłem, Bartek z Kubą mają jeszcze czas do swojego startu na dystansie famili. Ze względu na rekordową frekwencję na naszym dystansie ponad 240 zawodników stoimy daleko w tyle.  Komenda start i wszyscy ruszyli. Wraz z Pawłem na asfalcie próbujemy się przebić bliżej czołówki, co nam po każdym kilometrze się udaje. Razem współpracujemy, nie napalamy się, nie wychodzimy na pierwszego, z grupki do grupki przeskakujemy na podjazdach, na szybkich singlach odrabiamy kolejne grupki i dość szybko kilometry znikają, czas się nie dłużył, aż nadszedł moment gdzie fontanna mleczka z tylnego koła nażelowała Pawłowi nogi. Kolejny maraton i kolejny kapeć normalnie załamka. Szybkie pompowanie koła pompką ręczną (a przydał by się w tym momencie nabój) i ruszam. Przed sobą na długim podjeździe jakieś 400-500m widzę koszulkę Pawła więc dużo nie straciłem i ruszam. Co obrót koła słyszę fontannę mleczka z koła i czuję ją na nogach. Po przejechaniu po utwardzonej drodze kolejnych 2 kilometrów pompowanie numer dwa (tym razem 147 wdmuchnięć) i ruszam dalej. Szczęście w nieszczęściu że kończy się już utwardzona droga na której powietrze szybko uchodzi i zaczyna się miękka ścieżka leśna co pozwala mi już nie pompować do końca wyścigu. Na metę dojeżdżam na flaku (około 0,5 atmosfery) na 122 miejscu z czasem 2:30, kapcia złapałem po godzinie i 30 minutach. Generalnie z miejsca zadowolony nie jestem, maraton z góry zakładałem jako wakacyjny więc złości wielkiej również nie przeżywałem, a na osłodę syn Bartek na dystansie Famili zajmuje 5 miejsce w kategorii co jest dla niego wielkim sukcesem (kategoria do 12 lat a chłopak ma dopiero 9). Bartek gratulacje i czekamy na wskazówki jak wygrywać :)

Marek Nosal

2012-07-22-056

22 lipca 2012r. – Paweł

Specialized Wsół-Sport MTBcrossmaraton tym razem zawitał do Zagnańska, a dokładnie do starych ruin pieca hutniczego w Samsonowie, małej miejscowości pod Kielcami położonej w gminie Zagnańsk. Zagnańsk jednak zaskoczył, jak napisano w mtbnews. A zaskoczył.  Choć  wiadomo było że to nie będzie typowo górski maraton ale wcale nie był łatwy. 700 m przewyższenia na Fanie (a taki dystans jechałem) i duża prędkość z jaką trzeba było go pokonać. Długie szutrowe proste, długie podjazdy i szybkie zjazdy. Były także atrakcyjne i szybkie singieltraki.Po przygodach Marka ze sprzętem przed startem niestety na rozgrzewkę pojechaliśmy trochę późno. Nie byłoby z tym problemu bo dystans długi (ok 54 km) więc jest gdzie się rozgrzać ale wejście do sektora było późno i stanęliśmy prawie na końcu stawki a stamtąd ciężko atakować. Start też wolny bo wąski wyjazd z miejsca startu. Marek pojechał początek trochę mocniej ale na pierwszym podjeździe dojechałem do niego i pojechaliśmy razem. Jechało nam się świetnie, a taktyka jaką przyjęliśmy, czyli jazda na kole innych zawodników była świetna i zdawała egzamin. Szybko przesuwaliśmy się do przodu. Niestety, pech Marka (defekt opony) zniszczył całą naszą taktykę. Krótka konsultacja i trzeba dalej jechać, pozostało jaszcze trochę kilometrów do mety. Dojechałem do innej grupy. Chwilę było ok ale na podjeździe trochę mi odjechali, grupa się porwała. Niestety dalej musiałem jechać sam, a odległości pomiędzy zawodnikami coraz większe i ciężko załapać się w pociąg. Siły też już trochę brakowało. Na 5 km przed metą udało się dojechać do innych, trochę odpocząłem za nimi i atak na 2 km przed metą. Odparty przez jednego zawodnika. Wyprzedził mnie tak mknęliśmy do mety na bardzo szybkiej, asfaltowej końcówce. Lekkie zawahanie na zakręcie mojego kolegi wykorzystałem na kilkaset metrów przed metą. Nie oddałem prowadzenia do samej mety. A na niej gratulacje i podziękowania za fajną walkę na końcówce. Po raz pierwszy Zagnańsk zaliczony. Szybki, dość długi i trochę wakacyjny, bo przejechany po dłuższej przerwie. Pozostało jeszcze 2 maratony – Suchedniów i Kielce. Trzeba jeszcze zmobilizować się, zaatakować metę i powalczyć o końcową klasyfikację choć nie będzie łatwo.

Polecam – www.mtbcrossmaraton.pl

Gratulacje dla Bartka który po raz pierwszy staną na scenie i był dekorowany. Mam nadzieję że nie po raz ostatni i to dopiero początek fajnej jazdy Bartka. Gratulacje dla Kuby (opiekuna Bartka podczas wyścigu) za świetny doping i mobilizację Bartka.

Do zobaczenia na rowerze. Borin.

IMGP2976