Dzienne archiwum: 24 października 2012

Ta ostania niedziela…

Zrobiło się zimno. Ani śladu słońca na niebie, spirytus (bo rtęci już nam używać nie wolno) jakoś tak coraz bardziej się kurczy w termometrze. Za oknem szaro i buro. A jeszcze w niedzielę było tak pięknie.

Po obiedzie wsiadłem na rower i w drogę do „byle gdzie…”. Trzy telefony do kumpli od pedałów, ale ekipa jakaś zajęta. Cóż, trzeba samotnie dosiąść rower. Najpierw lasek nad Wolicą; leśnymi ścieżkami pod górę, trochę po błocie, kilka gałęzi, korzeni. Następnie z Kopalin do Stasiówki przez las szutrówką (po drodze dwa zamknięte szlabany Nadleśnictwa). Wypadam zza zakrętu w lesie i własnym oczom nie wierzę! Czterech gości na rowerach pnie się pod górę. O nie! nie mogą być pierwsi! Tętno 183… ale mają kondychę. Dopadłem ich dopiero przy drugim szlabanie. – Cześć – rzuciłem i skręciłem na asfalt w stronę Małej. Oni pojechali prosto, więc znów nie ma się z kim ścigać. Pomknąłem z prędkością wiatru przez las (kto był to wie, że bynajmniej huraganu nie było w niedzielę). Zjazd, zakręt, 46km/h na zegarze. Na zakręcie jakaś pancia na krośnieńskich tablicach Czytaj dalej